Najnowsze Wpisy

tyjaniewem Komentarze (0)
18. kwietnia 2009 11:12:00
linkologia.pl spis.pl

MIAŁAM DODAĆ TĄ NOTKĘ W NOWYM ROKU, ALE NIECH JUŻ BĘDZIE. NASTĘPNĄ DODAM W STYCZNIU. A KIEDY? TO ZALEZY JUŻ OD WAS I MOJEGO KAPRYSU.

Wendy z ulgą zamknęła za sobą drzwi i zasunęła w nich zasuwkę. Nareszcie trafiła tam gdzie zamierzała. Do łazienki, jej tymczasowego azylu spokoju. Nadal dygocząc z wściekłości po omacku przemierzała pomieszczenie w poszukiwaniu zlewu. Musiała przemyć twarz wodą. Nie tylko po to by sobie ulżyć, ale i zmyć wciąż cieknącą krew.

Z wyciągniętymi przed siebie rękoma, niczym ślepiec, powoli zaczęła się przesuwać przed siebie, starając równocześnie oczami wyobraźni przypomnieć sobie gdzie co mniej więcej się znajdowało. Nagle przerażona z krzykiem odskoczyła, wpadając na coś i się przewracając. Szybko oddychając wbiła się w najgłębszy kąt pomieszczenia. Przerażona zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu, jednak niczego nigdzie nie było. Ale przed chwilą niezaprzeczalnie coś widziała. Przecież to nie mogło się tak po prostu rozpłynąć w powietrzu. Prawda?

- Chwila! – mruknęła marszcząc brwi.

Wstała z posadzki i uważnie rozejrzała się. I znów to zobaczyła. Jednak tym razem nie odskoczyła. Podeszła bliżej i przyjrzała się „temu czemuś”. Jak mogła być taka głupia? Jak mogła się przestraszyć samej siebie? Przyjrzała się swojemu lustrzanemu odbiciu i mimowolnie się wzdrygnęła. Ze drugiej strony przypatrywały jej się błyszczące błękitno-fioletowe oczy w których igrały płomienie. Jednak nie same oczy wydały jej się tak straszne. W tych ciemnościach nie było widać ich właścicielki. Widoczniej podkreślone były jedynie kości policzkowe, przez co dziewczyna wyglądała niczym zjawa.

Westchnęła z ulgą siadając na brzegu wanny, jednak nagle trwoga wypełniła jej serce. A jeśli Alex ją widział? Jak zareaguje? Uzna ją za dziwadło i razem z przyjaciółmi ponownie się od niej odwrócą? Znów zostanie sama? Skazana wyłącznie na siebie? Bez możliwości kontaktu z kimkolwiek?

Jej wyobraźnia układała najróżniejsze scenariusze. Jej ogniste spojrzenie przygasło. Gdyby ktoś spojrzał teraz w jej piękne i jakże oryginalne oczy zobaczyłby w nich smutek, niepewność i gorycz. Tak bardzo chciałaby być normalną dziewczyną, mającą normalne problemy. Ale nie, ona miała cholerne szczęście i teraz jest jakimś dziwakiem, który straszy ludzi. Na przykładzie bandy Toma wiedziała jak ludzie będą ją postrzegali, gdy się dowiedzą o jej inności. Nie chciała tego. I się bała. Strach niemal ją paraliżował. Jedna samotna łza spłynęła po jej bladym policzku. Zaraz za nią potoczyły się kolejne. Ból fizyczny jaki odczuwała po starciu z bratem uszedł z niej. Teraz bolało ją serce. Jakże delikatna dusza, cierpiała. Przerażała ją wizja, przyszłości. Po prostu się bała. Nie chciała być sama. Nie teraz kiedy znalazła osoby, które ją polubiły taka jaka była. Zostało jej tylko wierzyć, że chłopak niczego nie widział lub po prostu uzna to za zwidy.

Pociągnęła cicho nosem po czym podniosła się z brzegu wanny. Zorientowała się, że z nosa wciąż sączy jej się krew. Podeszła do zlewu i odkręciła zimną wodę. Przemyła twarz, starając się odgonić czarne myśli, które wciąż zaprzątały jej głowę. Jednak to wcale nie okazało się takie proste. Tym bardziej, krople deszczu uderzające w szybę, nie pozwalały jej oderwać się od niechcianych rozmyślań. Czuła się jakby przyroda czuła jej nastrój i płakała razem z nią.

Wytarła dłońmi słone łzy. Przemyła ponownie twarz, po czym wyjęła z kieszeni paczkę chusteczek. Wyciągnęła kilka i przyłożyła do nosa. Usiadła pod ścianą i odchyliła głowę lekko do tyłu. Krew jak na złość nie przestawała ciec. Miała nadzieję, że Kamil nie złamał jej nosa. Uśmiechnęła się smutno. Pewnie się teraz piekli gdzie mogła zniknąć. A niech szuka. Mało ją to w tej chwili obchodziło. Miała to gdzieś. Nie zamierzała stąd wychodzić. Tu czuła się bezpiecznie. Palcami przeczesała włosy nadając im pierwotny wygląd. Teraz blond loki nie było rozwiane w każdą stronę świata, a posłusznie spływały na ramiona. Dopiero teraz poczuła, że jest jej zimno w stopy. Ale trudno się dziwić, gdy się nie ma butów. Po omacku zaczęła na czworaka szukać swojej zguby. Była pewna, że gdzieś tu powinny być. Przecież miała je ze sobą, gdy tu wchodziła. Tego była pewna, jednak gdzie one mogły się zapodziać. W końcu znalazła to czego szukała. Jeden z jej adidasów leżał pod drzwiami, natomiast drugi niedaleko dalej pod ścianą. Chwyciła w wolną rękę buty i niczym pan i władca usiadła na tronie. Z niemałym problemem wsunęła obuwie na nogi. Jedną ręką wciąż przytrzymywała chusteczki pod nosem, które już całkowicie zdążyły przesiąknąć. Przeklinając na czy to świat stoi, wyjęła z paczki kolejne chusteczki i przyłożyła do nosa. Powoli zaczynało ją to irytować.

***

Alex choć zrobił użytek z latarki błękitnych punkcików nie znalazł. Tak szybko jak się pojawiły, tak zniknęły. I nagle zdał sobie sprawę z sensu wypowiedzianych przez jego potencjalnego wroga słów. Rozejrzał się po raz kolejny, jednak był tam tylko Kamil. No właśnie. A gdzie jest Wendy?

Za sobą usłyszał kroki i zaniepokojone głosy. Odwrócił się w tamtą stronę. W jego kierunku szybkim krokiem zmierzało dwóch mężczyzn. Dwa migające światełka oświetlające swych właścicieli zbliżały się coraz bardziej. W końcu stanęli przed nim i już zamierzali zalać go pytaniami, gdy nastolatek podając im dwie latarki ich uprzedził.

- Nie wiem co się stało. Najprawdopodobniej się pobili. Kamil jest tam – zaświecił na wzburzonego siedemnastolatka – Gdzie jest Wendy? Nie wiem. Musimy jej poszukać – powiedział szybko.

Jak na zawołanie usłyszeli z oddali krzyk. Jak jeden mąż odwrócili się w tym kierunku i zaczęli biec.

***

Za drzwiami słyszała nawoływania. Jej imię co chwila się powtarzało i ginęło w ciemności, by znów zabrzmiało na nowo. Jednak ona postanowiła nie reagować. Tu było jej dobrze. Tu była bezpieczna. Choć przez chwilę. Nie chciała stąd wychodzić. Bała się. Nie chodziło tu o Kamila. Bała się, że jej sekret wyjdzie na jaw. Klamka przekręciła się. Jednak drzwi nie ustąpiły. Dziewczyna przeklęła w myślach. Czy choć na chwilę nie może być sama?

- Wendy! Wiem, że tam jesteś! – wzrokiem męczennika spojrzała w kierunku drzwi. A miało być tak pięknie.

Odrzuciła kolejną przesiąkniętą krwią chusteczkę na podłogę i przyłożyła ostatnią jaką posiadała.

- Znalazłeś ją?

- Jest zamknięta w łazience. Nie odzywa się. -

 Będzie trzeba wyważyć drzwi – słyszała. „Zaraz wyważyć drzwi?!” – błyskawicznie podniosła, spuszczoną do tej pory głowę.

- Na trzy! Raz! Dwa! T...

- Nic mi nie jest!!! Zostawcie drzwi w spokoju! – krzyknęła.

Jeszcze tego by brakowało by drzwi wyważali.

- Wendy otwórz natychmiast! – usłyszała zaniepokojony głos ojca.

- Nic z tego!! Nie wiem jak wy, ale ja chce żyć.

- Wyjdź, mówię!

- Nigdzie się stąd nie ruszam!!

- Wendy wyjdź, proszę! – usłyszała głos pana Morlena.

- Nie!!

- Dziewczyno zlituj się! Ja tu muszę, za potrzebą! – swojej szansy spróbował także Alex, jednak i to nie dużo pomogło.

- Masz dziś pecha, chłopie!

- Wyjdź natychmiast!

- Tym bardziej nie wyjdę!

- Tchórz! – zaśmiał się Kamil

- Imbecyl!

- Wyjdź bo będziemy musieli wyważyć drzwi!

- Póki ten debil tu jest, nigdzie się nie ruszam – powiedziała dobitnie podkreślając trzecie słowo.

- Jeśli jeszcze raz nazwiesz swojego brata d... sama wiesz jak, to... – powiedział podniesionym głosem Henry. Zachowanie dwojga młodych ludzi, którymi się opiekował przez tyle lat wydało mu się niedopuszczalne. Kiedyś kończyło się na atakach słownych. Teraz doszło do ataku fizycznego. Nie wiedział, że dożyje takiej chwili. Miał nadzieję, że z czasem wzajemna nienawiść im przejdzie. Mylił się. Dopiero w tej chwili zdał sobie sprawę, że oni nigdy siebie nie zaakceptują.

- Śmiało! No dobij mnie! Tylko czekam kiedy dostanę następny karę! – wrzasnęła podrywając się z podłogi. Jednak zaraz osunęła się po ścianie i wróciła do swojej wcześniejszej pozycji. Tak bardzo kręciło jej się w głowie.

- Nie omieszkam się tego zrobić po powrocie do zamku. Musimy poważnie porozmawiać o waszym zachowaniu. A teraz wyjdź do cholery!

- Henry, spokojnie. Krzykiem nic nie zdziałasz – pouczył go przyjaciel – Wendy, proszę wyjdź. Siedzenie tu nic ci nie da. I tak będziesz musiała kiedyś wyjść. Poza tym...nie wynajmuje łazienek.

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Musiała przyznać, że ojciec Alexa był bardzo pogodnym mężczyzną. Nie to co jej ojciec. O ile po wypadku powróciły do niego ludzkie uczucia i traktował ją jak dawniej. Teraz ponownie stał się osobą, bez uczuć. Całkowicie nie obchodziło go co się z nią działo. Takie miała wrażenie. Czy tak było nie wiedziała. Do końca nie była tez przekonana o słuszności swoim przekonań. Może po prostu był zdenerwowany. Fakt, pozostawał faktem. Swoją postawą uraził ją. A choć z pozoru była ona twardą, nie do zdarcia osobą. Wewnątrz była delikatną, zagubioną istotką, która potrzebowała pomocy. Mogła udawać, że wszystko było w porządku. Nikt nigdy nie widział jej prawdziwej natury i zapewne nie zobaczy. Skrywała ją pod grubym pancerzem obojętności. Z pozoru silna, pyskata, zdecydowana dziewczyna była po prostu bardzo samotna. Potrzebowała bliskości innych ludzi.

- To jak? Wyjdziesz? – usłyszała zachęcający głos pana Morlena.

Opuściła głowę i westchnęła. Poczuła jak lepka ciesz, przeciekła przez chusteczkę i kapała jej na dłoń.

- Niestety. Nie wyjdę. Jak mi przejdzie to wyjdę – powiedziała spokojnie.

Za spokojnie jak stwierdził Alex. Jej głos był taki zrezygnowany. Jakby dziewczyna miała już dość życia. Przestraszył się. Jeszcze nigdy odkąd ją poznał nie zachowywała się tak. Zawsze walczyła do końca. Więc co się z nią stało? Gdzie jej pewność siebie i upór?

- Wszystko w porządku? – zapytał podchodząc do drzwi.

- Dam sobie radę – odpowiedziała.

Oparła się wygodniej o ścianę. Miała ochotę zamknąć powieki i zasnąć. Zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Była taka zmęczona.

Alex chciał już coś powiedzieć, gdy z dołu dobiegł go przeraźliwy wrzask. To na pewno nie mogła być Kari.

- Mamo! – krzyknął Kamil, po czym na oślep zaczął biec w kierunku głosu. Nikogo nie szanował tak jak matki. Była jego tarczą. Broniła go i wstawiała się za nim w każdej sytuacji.

Przyjaciele spojrzeli na siebie po czym ruszyli w ślad za siedemnastolatkiem. Tylko Alex pozostał na swoim miejscu. Jakoś nie miał ochoty ponownie pokonywać schodów. Niby miał latarkę, jednak stwierdził, że co by się nie działo trzech mężczyzn powinno sobie poradzić. Postanowił natomiast skorzystać z okazji i spróbować przekonać blondynkę, do opuszczenia pomieszczenia.

- Wendy, poszli sobie, wyjdź – usłyszała dźwięczny głos młodego Morlena. Uniosła spuszczoną głowę w kierunku drzwi i uśmiechnęła się lekko. Może nie wszystko jeszcze stracone. Może nie widział, lub po prostu uznał to za przewidzenie. Przecież gdyby coś podejrzewał nie odezwałby się do niej. Prawda? Podpierając się o ścianę niepewnie wstała. Podeszła do drzwi i wyjęła zasuwkę. Nie przekręciła klamki. Odwróciła się na pięcie i ponownie usiadła na podłodze.

- Wendy. Wendy?

- Powiedź mi. Bardzo był Kamil pokiereszowany? – zapytała patrząc w ciemność.

- A ty ciągle swoje. Nie widziałem dokładnie. Na pewno ma podbite oko. A teraz wyjdź. Nie będziesz tu siedzieć chyba wieczności?

- Przynajmniej tyle – westchnęła – Jak już mówiłam, nigdzie się nie ruszam.

- Kamila nie ma w pobliżu. Spokojnie możesz wyjść. Nic ci nie zrobi.

- Trudno ci coś przetłumaczyć. Ale jak tak bardzo ci zależy to zapraszam do mnie.

Chłopak zrobił zaskoczoną minę. Niby jak miał tam się dostać. Przecież drzwi były zamknięte.

- Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie jestem duchem. Przez ściany nie przenikam – powiedział kulawo.

- A nie łatwiej by było zrobić użytek z klamki? – odpowiedziała przymykając ociężałe powieki. Brunet przewrócił oczami. To było absurdalne, przecież drzwi były zamknięte, cały czas. Bez większych nadziei przekręcił klamkę. Jakież było jego zaskoczenie, gdy drzwi ustąpiły. Przeszedł przez próg i wszedł do środka oświetlając sobie drogę. I zobaczył ją. Siedziała pod ścianą ze spuszczoną głową. Twarz całkowicie zasłaniała zasłona włosów. Podszedł i uklęknął koło niej.

- Wszystko w porządku?

- Mógłbyś nie świecić centralnie na mnie? Nie lubię być w świetle reflektorów – mruknęła pod nosem lekko unosząc głowę.

- Przepraszam, nie chciałem – postawił latarkę tak, że strumień światła skierowany był na sufit.

- Nie ma sprawy – spojrzała na niego niepewnie. Nie wyglądał na przestraszonego. Wręcz przeciwnie, jego spojrzenie wyrażało ciekawość i niepokój. Jakby coś go martwiło. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie widział.

- Dlaczego krzyczałaś? – zapytał niespodziewanie.

Pytanie to tak zaskoczyło blondynkę, że gwałtownie uniosła głowę i spojrzała na niego. Co miała powiedzieć? Prawdę? Czy, że robiła to bo miała taki kaprys?

- Bo...bo...nieważne.

- Też to widziałaś. Prawda?

Teraz skamieniała. A jednak widział. Strach sparaliżował całe jej ciało. Niepewnie patrzała na siedzącego przed nią chłopaka. Jeśli skojarzy to z nią będzie na straconej pozycji. Musi działać. Tylko co ma robić? Co ma odpowiedzieć?

- T...tak – jęknęła w końcu.

- Spokojnie, tego tu już nie ma – powiedział, widząc zdenerwowanie dziewczyny – Nie wiesz co to było? Może coś widziałaś? Ja stałem za daleko.

- Nie widziałam – mruknęła spuszczając głowę. Zdecydowanie nie podobała jej się to. A ponadto zabolało, że myśli o niej jak o rzeczy. „ TEGO już tu nie ma – gdybyś wiedział” – pomyślała.

– Widziałam tylko dwa niebieskie punkty, które po chwili zniknęły.

- Jesteś pewna, że niczego nie widziałaś? – zapytał delikatnie.

- Nie! – warknęła - To przesłuchanie?

Alex spojrzał na nią zaskoczony. Dziwnie się zachowywała. Była zdenerwowana. Tylko jaka była tego przyczyna? Czyżby aż tak przeżywała to starcie z Kamilem?

- Dobra nieważne. Idziemy do mojego pokoju – powiedział wstając.

- Nigdzie się nie ruszam. Powtarzam ci to po raz kolejny – powiedziała obojętnym tonem nie zaszczycając go spojrzeniem.

- Nie masz wyboru. A teraz przyłóż to do nosa – wygrzebał z szafki nad lustrem, gazę i podał ją dziewczynie.

- A założysz się? – spojrzała na niego wyzywająco, robiąc z gazy użytek. Dziwnie reagowała na niego, to prawda. Jednak nikt nie będzie jej mówił co ma robić. Jej duma by na to nie pozwoliła.

- Nie uważasz, że w moim pokoju byłoby wygodniej?

- Tu mi jest dobrze. Dałbyś mi już spokój.

- Bo będę musiał użyć siły – założył ręce i spojrzał na nią lekko się uśmiechając.

- Nie jestem w nastroju – mruknęła spuszczając głowę. Przymknęła zmęczone powieki. Dlaczego to właśnie ona musi brać udział w tym koszmarze? Czemu nie ktoś inny? Czemu to zawsze ja spotykają takie rzeczy? Czemu ona musiała być ofiarą losu? Mogłaby teraz siedzieć spokojnie w swoim pokoju i rozmawiać z Agatem lub Arthanem. Ale nie, właśnie siedzi w łazience. Nad nią stoi chłopak, który dziwnie na nią działa. Żeby było zabawniej nie ma prądu i chwilę temu stoczyła kolejną bitwę z Kamilem. Do tego wszystkiego bolała ją głowa, którą porządnie rąbnęła o podłogę, kiedy Kamil się na nią rzucił i była potwornie zmęczona. Nie wyspała się w wierzy podczas ich wspólnej kary. A potem nie było na to czasu.

Niespodziewanie poczuła jak ktoś bierze ją na ręce. Zaskoczona nie protestowała, widząc kto się podjął tego zadania. Jednak zaraz odzyskała dawny animusz.

- Hej, hej, hej!! Łapy przy sobie!! Postaw mnie!! – chciała krzyknąć, jednak z jej ust wydobył się jedynie cichy szept. „Co się dzieje?” – pomyślała zrozpaczona.

Alex nie zważając na protesty dziewczyny najnormalniej w świecie wyniósł ją z łazienki i skierował się w stronę swojego pokoju. W końcu widząc, że dała za wygraną i przestała się odzywać i wiercić spojrzał na nią. Miała półprzymknięte powieki. W świetle latarki jej twarz wydawała się być bledsza niż zazwyczaj. Z nosa wciąż sączyła się stróżka krwi, choć już nie tak obficie jak wcześniej. Coś w nim drgnęło. Była taka piękna. Nawet teraz, po starciu z bratem. Wydała mu się być delikatniejsza od najdelikatniejszego kwiatu. Na pozór krucha i bezbronna, kryła w sobie tyle siły i buntu. Podziwiał ją za to. Miała w sobie tyle odwagi, by móc przeciwstawić się gangowi Toma i jeszcze im dołożyć. Podczas gdy, on i jego przyjaciele unikali ich niczym ognia i schodzili im z drogi.

- Przepraszam... – zaskoczony spojrzał na blondynkę. Nie patrzała na niego. Zmęczonymi oczyma wpatrywała się w ciemność.

- Za co przepraszasz?

- Za to co zrobiliśmy z twojego pokoju – skrzywiła się lekko, unikając spojrzenia bruneta.

- Na pewno nie jest, aż tak źle – uśmiechnął się pokrzepiająco. Nie wiedział jeszcze co go czekało. Jednak szybko miał się o tym przekonać. Przekroczył próg i wszedł do pomieszczenia. Już na wstępie nadepnął na coś, co tylko zatrzeszczało pod jego ciężarem. Potykając się raz po raz doszedł do łóżka i ułożył na nim delikatnie dziewczynę. Teraz kiedy ręce miał już wolne, oświetlił strumieniem światła pokuj. Spodziewał się bałaganu, ale to co zobaczył nie przypominało jego pokoju. To było istne pobojowisko. Biurko podobnie jak krzesła i szafka leżały przewrócone na podłodze, która była pokryta odłamkami szkła. Książki, które jeszcze niedawno ustawione alfabetycznie stały na jednej z półek, walały się teraz po całym pokoju. Zasłony były potargane z czego jedna zwisała bezwładnie zerwana do połowy.

Wytrzeszczył ze zdziwienia oczy. Aż trudno było uwierzyć, że zrobiło to dwoje nastolatków.

- Przepraszam. Zdemolowaliśmy ci pokój – dopiero głos dziewczyny przywołał go do porządku. Odwrócił się gwałtownie w jej stronę.

- To nic wielkiego. Mogło być gorzej – opadł na łóżko. Sam zaprzeczał sobie. Przecież gorzej już być nie mogło. On – który ukochał sobie spokój i harmonię siedzi teraz w istnym chlewie. To wbrew jego naturze.

- Sęk w tym, że gorzej już być nie mogło – westchnęła podnosząc się do pozycji siedzącej. Jakby czytała w jego myślach.

Alex spojrzał na jej smutną twarz.

- Nie martw się. Posprzątam i będzie po kłopocie – uśmiechnął się do niej pocieszająco – Proszę. Przyda ci się – podał jej chusteczkę.

- Dzięki – mruknęła przykładając ją do nosa, który o ironio wciąż krwawił – I jeszcze raz przepraszam.

- Nie masz za co przepraszać. Nie zrobiłaś tego specjalnie. Poza tym, półgodziny i wszystko będzie na swoim miejscu.

- No to możemy już zaczynać?! – wstała niepewnie podpierając się o ścianę.

- Możemy? O nie, nie. Jesteś moim gościem. Niczego nie będziesz sprzątać – pogroził jej palcem.

- Będę. Nie zabronisz mi. Narozrabiałam, to muszę to naprawić – przygryzając wargę, klękając i podnosząc jedną z książek.

- Nie będziesz, to nie ja biłem się z Kamilem, tylko ty, więc siadaj i odpoczywaj. Poza tym...

- Uuuch. Przestańcie mnie traktować jak małe dziecko. Nic mi nie jest i nie będzie. A nos? Zaraz mi przejdzie – powiedziała groźnie.

Nie lubiła być traktowana jak rozpieszczona księżniczka, której nic nie wolno. Jeszcze trochę a zamkną ją w wieży i zatrudnią smoka, jako jej ochroniarza.

- Ledwie trzymasz się na nogach. Poza tym dużo nie zrobisz po ciemku. Prawda? – wstał i podszedł do niej. Odbierając jej książki.

- Książki mogę pozbierać. Od czego jest latarka? – powiedziała sięgając po kolejną książkę.

- Dlaczego jesteś taka uparta? Zawsze stawiasz na swoim. Nigdy nie odpuszczasz. Dlaczego? – chwycił jej zimne dłonie. Nie wiedział czemu to zrobił. To był impuls. Jakby coś nim kierowało. Posadził ją na skraju łóżka, sam usiadł obok. Nie opierała się. Zamrugał oczami, jakby zbudził się ze snu i cofnął dłonie. Co się z nim działo? Czyżby ta dziewczyna aż tak działa na niego?

Gdy ciepłe dłonie Morlena objęły jej zimne dłonie, coś w niej drgnęło. Po plecach przeszedł ją dreszcz. Spuściła wzrok i posłusznie usiadła na łóżku. Choć ten moment trwał zaledwie sekundę, dla niej zdawał się być wiecznością. Czuła się niezręcznie, serce waliło jej jakby chciało wyrwać się z jej piersi. Miała ochotę uciec. Jak najdalej od tego miejsca. Jak najdalej od niego. Co się z nią działo? Co to było za uczucie?

Zaległa cisza. Żadne z nich się nie odezwało. Do czasu.

- Bo życie jest okrutne i niesprawiedliwe. Jeśli nie nauczysz się walczyć - zginiesz. Zginiesz w tym świecie i nikt tego nie zauważy. Nie zwróci na ciebie najmniejszej uwagi. Jakbyś nigdy nie istniał. Ludzie są podli i bojaźliwi. Wystarczy, że poczują się zagrożeni, a uciekną skomląc z podkulonym ogonem. Życie to ciągła walka. Poddasz się, to przepadniesz – mówiła cicho, acz dobitnie. Każde słowo wypowiadała z goryczą.

Alex słuchał jej uważnie. Jak długo żył, nie spotkał jeszcze osoby, która miałaby takie podejście do świata. Jej życie nie było usłane różami. Spojrzał na nią. Na co dzień promieniująca siłą i arogancją, teraz siedziała tu. Obok niego. Samotna, pozbawiona przyjaciół, zamknięta w sobie. Wyglądała jak dziecko, które zgubiło mamę. Teraz ją rozumiał. Z każdym kolejnym jej słowem czuł się gorzej. Czuł się winny? On miał wszystko, ona nic. Podobnie jak ona też stracił matkę, jednak on znalazł oparcie w przyjaciołach. Mógł na nich liczyć w każdej sytuacji. Zawsze stanowili dla niego oparcie. Czuł się w ich towarzystwie swobodnie. Wolny czas spędzał w ich towarzystwie, na zabawach i śmiechu. A ona? Była sama. Po pojawieniu się w jej życiu Kamila i tej kobiety musiała przeżywać piekło. Dni spędzała w czterech ścianach. Bez przyjaciół, których odbierał jej przybrany brat. Bez ludzi na których mogłaby polegać. Musiała nauczyć się, żyć w samotności. Sama radzić sobie z szarą rzeczywistością. Bez nadziei na lepsze jutro. Bez wiary, na lepsze życie. Rozumiał już jej zachowanie. Rozumiał dlaczego się nie poddawała. I podziwiał ją za to.

- Rozumiem twoje poglądy, jednak nie zgadzam się z nimi. Nie wszyscy ludzie są źli. Prawdziwi przyjaciele nigdy nie uciekają. W nich znajdziesz oparcie i zrozumienie... – mówił starannie dobierając słowa, jednak nie zdało się to na wiele.

- Co ty możesz wiedzieć! Prawdziwa przyjaźń nie istnieje! – krzyknęła podrywając się z posłania. Oparła się o ścianę starając się uspokoić. Co on mógł wiedzieć o życiu. Jak mógł ją zrozumieć, kiedy zawsze miał kogoś na kogo mógł polegać. „Głodny sytego nie zrozumie”.

- Źle robisz oceniając wszystkich swoją miarą. Tak nie można. Popełniasz błąd – chłopak również wstał, jednak wydawał się być spokojny.

- Nie rozumiesz tego i nigdy nie zrozumiesz. Nie wiesz...zresztą nie ważne – krzyczała.

Gniew stopniowo w niej wzrastał. Odwróciła się na pięcie i wybiegła z pokoju. Czuła, że jeszcze chwila i nie wytrzyma. Spuści swoje uczucia z wodzy i ujawni się. A tego nie chciała. Jakby wściekła nie była, nie chciała by ktoś dowiedział się o jej inności. Wybiegła z pokoju i osunęła się po ścianie na podłogę. Podsunęła kolana pod brodę i objęła je ramionami. Oparła na nich głowę.

- Wendy?! – zaraz za nią wybiegł chłopak. Widząc ją, przykucną przy niej – Nie chciałem cię urazić. Przepraszam.

Zamknęła oczy. Złość powoli ustępowała miejsca żalowi. Przygryzła wargę, by nie rozpłakać się. Rzadko płakała. Jednak gdy to robiła musiała mieć powód. A teraz go miała. Coraz bardziej sobie uświadamiała, że to ona odtrąca ludzi. Po tylu latach, ktoś się do niej zbliżył, a ona tak po prostu się od niego odsuwała. Chciałaby im zaufać, jednak bała się tego. Bała się porzucenia po raz kolejny. Nie zniosłaby tego. Dlatego wybierała samotność. Miała pewność, że nikt nie zawiedzie jej. Jednak czy to było dobre rozwiązanie?

- Nie chce twojego współczucia – szepnęła.

- Skończmy ten temat. Do niczego on nie prowadzi. Wróćmy do pokoju i porozmawiajmy o czymś weselszym. Co ty na to? Wendy? – spytał opiekuńczym głosem.

- Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju? – spojrzała na niego beznamiętnym głosem.

- Bo koło ciebie nie można przejść obojętnie. Jesteś wyjątkowa. Masz w sobie coś co przyciąga do ciebie ludzi. Tylko musisz im pozwolić się do ciebie zbliżyć. Nie odpychaj ich. Proszę.

Spojrzała na niego zaskoczona. To nie mogła byś prawda.

- Kłamca – uśmiechnęła się drwiąco.

- Ja nigdy nie kłamie. Zapamiętaj to – wstał i wyciągnął w jej stronę dłoń – A teraz chodź. Nie będziemy siedzieć pod ścianą. Poza tym jest tu nie za ciepło. Nie uważasz?

Wendy uchwyciła jego dłoń i powoli wstała. „Pora na zmiany” – pomyślała i weszła z powrotem do pokoju Alexa.

Wyrocznia (20:52)

6 których uwierzyło, że magia istnieje


23 grudnia 2006
Ho ho ho

  

JAKBY BY NIE BYŁO JUTRO WIGILA, A POTEM ŚWIĘTA I SYLWESTER. Z TEJ OKAZJI CHCIAŁABYM WAM ŻYCZYĆ WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO I UDANEGO SYLWESTRA. ZASTANAWIAŁAM SIĘ NAD DODANIEM NOWEJ NOTKI, ALE NIE WIEM CZY ZASŁUŻYLIŚCIE. Z TAKĄ LICZBĄ KOMENTARZY POD OSTATNIĄ NOTKĄ. MACIUS NA PEWNO ZASŁUŻYŁ. ZASTANOWIĘ SIĘ JESZCZE CO Z TYM ZROBIĘ.

Wyrocznia (17:09)
nikt nie lubi magii?

16 grudnia 2006
35. Ciemność widzę

CHYBA TROCHĘ DAWNO NIE DODAWAŁAM NOTEK. SORRY. SZKOŁA, TRENINGI, NIE MIAŁAM CZASU. MAM NADZIEJĘ, ŻE TA NOTKA WAM SIĘ SPODOBA. POZDRAWIAM.

Alex pośpiesznie zamknął za sobą drzwi. Odetchnął z ulgą. Jeszcze trochę, a wszystko by się wydało. A na to nie mógł pozwolić. Było by to zbyt niebezpieczne i nieodpowiedzialne.

Rozejrzał się po korytarzu. Był pusty. Swoje kroki skierował w stronę kuchni. Źle postąpił wychodząc tak bez słowa. Wendy była inteligentną osobą i mogła coś podejrzewać. Całe to zamieszanie z unieruchomieniem Kamila, mogła ją do czegoś doprowadzić. Swoją drogą musiał przyznać, że miała ciekawą osobowość. Zamiast lecieć po ojca lub po pomoc, wolała wykorzystać okazję i podręczyć brata. Ich wzajemna nienawiść musiała być ogromna.

Brunet wszedł do kuchni. Przypuszczał, że nikogo tu nie będzie, jednak się pomylił. Przy stole siedzieli pan McGardness oraz jego ojciec. Przy uchylonym oknie stała kobieta w różowej sukni i paliła papierosa.

- Dobrze, że jesteś Alex. Wziąłbyś do was Kari? Niania musiała dziś wyjść wcześniej – pan Morlen spojrzał na wyczekująco na syna.

- Nie wiem czy to jest dobry pomysł – powiedział stawiając na srebrną tacę dzban z sokiem i trzy szklanki. Jego pokój w obecnej chwili zdecydowanie nie był miejscem dla małej dziewczynki. Uważał, że jedynie kwestią czasu jest bójka. O ile w tej chwili się tam nie pozabijali to nastąpi to wkrótce.

- Kari nie będzie wam sprawiać żadnych kłopotów, prawda Kari?

Dopiero teraz zauważył siostrę siedzącą w kącie kuchni. Nie wiedział co ma robić. Zostawiać samej też jej nie chciał, jednak perspektywa zabrania jej do pomieszczenia w którym znajduje się Kamil, go przerażała.

- Nie o to chodzi...

- Jeśli Wendy i Kamil będą sprawiać kłopoty, to przyjdź i powiadom mnie o tym. Przywołam ich do porządku. Czasami bywają nieznośni. Szczególnie gdy są razem – chłopak spojrzał zaskoczony na pana McGardnes’a.

- Już sobie wyobrażam, jak za młodych lat tłukli się grzechotkami – zaśmiał się ojciec chłopaka.

Henry uśmiechnął się pod nosem.

- Kamil i Wendy są przybranym rodzeństwem – powiedziała beznamiętnie Milena, zaciągając się papierosem.

- Jak to?

- Matka Wendy zmarła dziesięć lat temu. Później poślubiłem Milenę, a Kamil stał się moim synem – sprostował – Nie wiem czemu, jednak nigdy się nie lubili.

- Wyrosną z tego. Zobaczysz. Jeszcze będą tęsknili za sobą, gdy dorosną.

Alex słuchał ojca i miał ochotę się roześmiać. Oni i tęsknota? Niemożliwe.

- Chodź Kari. Idziemy do mojego pokoju – Chwycił tacę i wyszedł z kuchni zostawiając dorosłych samych.

Piętnastolatek przyśpieszył kroku. Kiedy staną przed drzwiami. Wziął kilka głębszych oddechów. Bał się tego co może zobaczyć, gdy otworzy drzwi. Zostawienie ich samych zdecydowanie nie było dobrym pomysłem.

- Kari mogłabyś otworzyć drzwi. Mam zajęte ręce – zwrócił się do siostry.

Dziewczynka skinęła tylko głową na znak, że zrozumiała i pociągnęła za klamkę. Chwile później drzwi stanęły przed nimi otworem. To co zobaczył totalnie go zaskoczyło. Pokój był w takim samym stanie w jakim go zostawił. Nie było ofiar ani żadnych strat. Rodzeństwo siedziało po przeciwnych stronach pokoju – Kamil na łóżku, Wendy na podłodze pod ścianą – i mierzyło się nienawistnymi spojrzeniami.

- Już jestem – powiedział by zwrócić na siebie ich uwagę.

- I co w związku z tym? – Kamil posłał mu pogardliwe spojrzenie.

- Nic. Kari mogłabyś zamknąć drzwi? Dzięki – postawił tacę na stole.

Dziewczynka posłusznie zamknęła drzwi. Odwróciła się i rozejrzała po pokoju. Jej wzrok zatrzymał się na chłopaku siedzącym na łóżku. Uśmiechnęła się i podeszła do niego.

- Zabierz ode mnie tego bachora!

- Nie jestem bachorem – tupnęła nóżką – Mam już siedem lat i chodzę to pierwszej klasy!

- A ja mam siedemnaście lat i chodzę to trzeciej klasy! Więc się odwal!

Dziewczynka założyła ręce, zmarszczyła brwi, po czym klapnęła na łóżku obok Kamila, któremu się to bynajmniej nie podobało.

- Czy ty nie rozumiesz, co ja do ciebie mówię? Nie lubię cię! Nie znam cię i nie chcę znać! Jesteś rozwydrzonym bachorem, a teraz spadaj z mojego łóżka – krzykną.

Z każdym wypowiedzianym przez niego słowem wargi dziewczynki mocniej drgały. W oczach pojawiły się łzy.

- Takie ono twoje jak i moje. Nie krzycz na nią imbecylu! – blondynka wstała podchodząc do brata.

W tej chwili mała zasłoniła twarz rączkami i cicho zaszlochała.

- Łzy...oznaka słabości – prychnął.

- Widzisz co narobiłeś, deklu!! Jeśli coś ci nie pasuje to wyjdź. Zabierasz nam powietrze!

- Uważaj na słowa, padalcu! – warknął siedemnastolatek podrywając się z miejsca i stając naprzeciwko siostry.

- Chodź Kari, pograsz z nami w scrabbla. No nie płacz już. Wendy szkoda czasu. Zagrasz z nami? – powiedział Alex Blondynka odwróciła się od Kamila i spojrzała zaskoczona na Morlena. Nikt nigdy, jeszcze nie proponował jej by zagrała z nim w cokolwiek.

- Ale... ja nie umiem – bąknęła, całkowicie ignorując brata.

- Nie grałaś nigdy w scrabbla? – zdziwił się. W swoim życiu nie spotkał jeszcze nigdy osoby, która nie potrafiłaby grać w tą grę. A trzeba było przyznać, że w tym czasie była to niezwykle popularna gra. I często i gęsto w nią grano. Nawet w szkole można było spotkać uczniów grających na miniaturowych planszach na magnesy w tą grę.

- Tak się składa, że nie miałam z kim – posłała Kamilowi nienawistne spojrzenie, który był najwidoczniej z tego dumny. Nie umknęło to uwadze Alexa.

- No to pora się nauczyć. A ty grasz? – zwrócił się do siedemnastolatka.

- Z wami? Nigdy! – odwrócił głowę w drugą stronę.

- Nie to nie. Dobra. Gramy na ziemi, bo łóżko jest zajęte – wstał z krzesła i wyjął z jednej z półek zielone, kartonowe, podłużne pudełko i usiadł na ziemi. Wyjął z niego plansze, podstawki pod literki i płócienny woreczek z literkami i rozłożył na podłodze.

- Znasz mniej więcej zasady? Czy kompletnie nic? Siadajcie.

- Eee...Nie znam. Ale to jest chyba podobne do krzyżówki, no nie? – bąknęła siadając po turecku na ziemi.

- No nawet – uśmiechnął się – Ale zacznijmy od początku. Na początek każda z osób biorąca udział w grze losuje z woreczka po sześć liter i ustawia je tak by nikt ich nie widział. Następnie losuje się jeszcze po jednej, by ustalić kolejność w grze. Może będę tłumaczył w trakcie gry, będzie to bardziej zrozumiałe. Kari masz już literki? To przekaż woreczek Wendy – kiedy cała trójka miała już po 6 literek ponownie odezwał się Morlen – Teraz dobieramy jeszcze po jednej. Ja mam Z.

- Kari?

- K – pokazała wszystkim swoją literkę.

- A ja mam...hmm...A

- Wszystko jasne. Zaczynasz.

- Mogę zaczynać. Ale co mam robić?– posłała chłopakowi pytające spojrzenie, po czym spojrzała na literki.

Czuła się niezręcznie. Siedziała stanowczo za blisko Alexa. Pochyliła głowę, zasłaniając zasłoną włosów swoje zakłopotanie.

- Sorry. A więc z wylosowanych literek musisz ułożyć słowo. Jeśli nic nie ułożysz możesz oddać kolejkę lub wymienić literki. Pierwsze słowo musi przechodzić przez ten czerwony kwadracik na środku planszy. Za każdym razem po ułożeniu słowa na planszy dobierasz literki by było ich zawsze siedem. Wymyślony przez ciebie wyraz może być rzeczownikiem, czasownikiem, przymiotnikiem, przyimkiem, wykrzyknikiem w każdym czasie, rodzaju, liczbie. Twoje słowo nie może być nazwą własną lub słowem zapożyczonym z obcego języka. Wygrywa ten kto pierwszy pozbędzie się literek lub kto ma najwięcej punktów. Zrozumiałaś?

- Aha – mruknęła.

- To zaczynaj. Kari możesz już układać swoje słowo – spojrzał na siostrę i posłał jej ciepły uśmiech dodając otuchy. Wendy spojrzała na swoje literki. W sumie gra nie była trudna. A zasady niezbyt skomplikowane, jednak jak tu się skupić, gdy tuż obok niej siedzi chłopak, który tak dziwnie na nią wpływa. Przy nim nie miała kontroli nad swoim ciałem. Nie chodziło tu tyle o dosłowny brak kontroli nad ciałem, a dziwne reakcje. Przy nim zaczynała się jąkać, rumienić. Gdyby nie było przy nich Kamila zakładałaby że nie umiałaby skleić jednego zdania. A tak mogła przynajmniej odpyskować lub powiedzieć coś złośliwego.

- Mam! Mam! Mam słowo! – z rozmyślań wyrwał ją pisk Kari .

- Nie podniecaj się tym tak – prychnął Kamil, krzywo patrząc na dziewczynkę, która spuściła głowę.

- Ja tez mam już słowo – uśmiechnęła się wrednie. Mrugnęła porozumiewawczo do dziewczynki i spojrzała pogardliwie na brata – I-d-i-o-t-a...Idiota, słowo na czasie.

- Czy to była aluzja? Jedno słowo a będziesz biedna.

- Aluzja, no co ty. Czy ja coś mówię? – zrobiła minę niewiniątka.

Alex parsknął pod nosem, a Kari cichutko zachichotała.

- Przestań się ze mnie nabijać! Przecież nie jestem głupi!

- I tu bym się z tobą nie zgodziła – powiedziała dobitnie przeciągając sylaby.

- Ty mała... – krzyknął podrywając się z łóżka, już zamierzał podejść i rzucić się na siostrę, gdy nieoczekiwanie w pokoju zrobiło się ciemno.

- Hmmm...widzę ciemność?? – zapytała Wendy.

- Pewnie korki wysiadły. Zejdę na dół zorientować co się dzieje. Zaraz wracam – powiedział młody Morlen wstając i kierując się w stronę drzwi. Swój pokuj znał już na pamięć. Nie potrzebne mu było światło by trafić do drzwi. Mimo przenikliwej ciemności, bezbłędnie określił ich położenie. W momencie gdy przekręcał klamkę odezwała się Kari.

- Alex!! Ja chce do taty!!

- Spokojnie zaraz wrócę. Nic się nie stanie jeśli tutaj na mnie poczekasz, prawda?

- Ja chcę do taty!! Tu jest ciemno!! Alex!! – krzyknęła płaczliwym tonem.

- Spokojnie, ja z tobą zostanę – odezwała się Wendy.

- Ja nie chcę ciebie, ja chcę do taty!! Ja się boję!!

- No dobra, chodź. Dojdziesz do mnie?

- Tak.

- Zaraz wracamy – powiedział po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi. Wendy najciszej jak mogła podsunęła się pod ścianę. Nie podobało jej się to. Lubiła ciemność. Jednak nie o to tu chodziło. Sam fakt, że rozwścieczony Kamil jest w z nią w jednym pomieszczeniu ją przerażał. W starciu bezpośrednim nie miała z nim szans. Teraz nawet i jej ogniste spojrzenie by nie wyratowały jej z opresji. Z Kamilem trzeba było działać sposobem. Nie siłą mięśni.

- Nadal uważasz, że jestem głupi? Czemu się nie odzywasz? Czyżbyś się bała? Co cykasz się własnego brata? – każde jego słowo ociekało było jadem. Przemierzał pokuj poruszając się po omacku – Heh! Już nie jesteś taka odważna? Twój rycerzyk zniknął, a z nim cała twoja pewność siebie? Jesteś żałosna.

Piętnastolatka powoli traciła cierpliwość. Zacisnęła dłonie w pięści by się powstrzymać od zrobienia czegoś głupiego. Chciała uratować swoją skórę. Wyjść z tego cało. Była w beznadziejnej sytuacji, co tu dużo mówić. Jednak ona nie była typem ignoranta. Jej duma była ważniejsza. Każde wypowiedziane przez chłopaka słowo sprawiało, że aż się w niej gotowało. Choć tego nie okazywała, była bardzo uczuciowa. Każde obraźliwe słowo zapadało jej głęboko w duszę i raniło serce. Przez tyle lat nauczyła się to kontrolować. Jednak cierpiała skrycie. A to było najgorsze.

- No wyjdź z kryjówki! Takiego tchórza jeszcze nie widziałem! – prowokował ją.

Wiedział, że długo nie wytrzyma. Za długo ją znał. I miał rację. Nie wytrzymała.

- Sam jesteś tchórzem! A do tego idiotą, cymbałem, pasożytem, debilem, spaślakiem, bezmózgowcem, analfabetą, deklem, tępakiem...

- Już jesteś trupem!! – krzyknął zmierzając w jej stronę.

Wendy w ostatniej chwili przeturlała się w bok i podczołgała pod łóżko.

- A do tego ślepy jesteś. Na osiemnastkę kupię ci lornetkę. Chociaż uważam, że o tak będzie miała za małe przybliżenie!

- Stul pysk! Nikt nie będzie mnie tak traktował. A już w szczególności ty – po omacku zaczął iść w kierunku jej głosu.

- Czy ty nigdy nie dasz mi spokoju. A wczoraj w nocy było tak miło – westchnęła przeskakując przez łóżko.

- Wczorajsza noc nic nie znaczyła, wbij to sobie do głowy raz na zawsze!

Widząc brata zmierzającego w jej kierunku najciszej jak mogła przeszła koło biurka. Los chciał, że potknęła się o coś i z hukiem wylądowała na ziemi.

Kamil tylko na to czekał. Widząc zarys sylwetki próbującej podnieść się z podłogi dosłownie rzucił się na nią. Przez przypadek strącił tacę z dzbanem i szklankami, które roztrzaskały się obok głowy dziewczyny. Wendy z krzykiem w ostatniej chwili odwróciła głowę, chroniąc tym samym twarz od odłamków szkła.

- Zwariowałeś? Chcesz mnie zabić?! – krzyknęła, starając wyrwać się z uścisku.

- Czemu nie? Już dawno powinnaś gryźć glebę – zaśmiał się wrednie.

- Nic mi nie zrobisz! – powiedziała pewnie.

- Skąd ta pewność. Wiesz, że stać mnie na wszystko.

- Jakbyś nie zauważył, jesteśmy w domu przyjaciół ojca. Poza tym zaraz pewnie tu będą.

- Jesteś zbyt pewna siebie. Poza tym mam to głęboko gdzieś. Już od dłuższego czasu działasz mi na nerwy. Pora się odegrać. Chyba nie będziesz miała nic przeciwko jeśli trochę cię uszkodzę – szepnął jej do ucha.

Wzdrygnęła się i zaczęła wyrywać.

- Puszczaj mnie pedale!! – krzyknęła panikując.

- Przeproś!

- Nigdy!

- Przeproś!!

- Spadaj!!

- Miałaś szansę na mniejszy wpierdol! Straciłaś ją.

W następnej chwili wziął zamach i ją uderzył. Od tego się wszystko zaczęło. Starając się zachować trzeźwość umysłu wyrwała drugą rękę z uścisku i przyłożyła mu w twarz. Zaczęli się szamotać i tłuc na oślep. Jednak Wendy jako że była mniejsza i lżejsza była na straconej pozycji. Przez chwilę znalazła się na Kamilu, jednak zaraz została zrzucona. Zaledwie kilka centymetrów dzieliło ją od potłuczonych szklanych naczyń. Korzystając z chwili poderwała się z ziemi. Kamila który złapał ją za nogę kopnęła i pobiegła na oślep przed siebie. Ciężko oddychając podparła się o ścianę i powoli zaczęła posuwać przed siebie. Wierzchem dłoni otarła gęstą ciecz spływającą strużką z nosa.

- Jak cię dorwę, będziesz biedna! – usłyszała przytłumiony głos.

- Odwal się popaprańcu!! – warknęła. Była cała poobijana. Wszystko ją bolało. Z nosa ciurkiem ciekła jej krew. Czuła, że zaraz głowa jej pęknie. A ten nadal nie miał dość. Co za typ.

- Ja się dopiero rozkręcam. Kici, kici głupia suko – syknął.

Dziewczyna przełknęła ślinę. Miała już dość dzisiejszego dnia. A w szczególności towarzystwa Kamili. Ile można? Do tego teraz właśnie próbował ją sprać, a właściwie dokończyć to co zaczął. Z przerażeniem zauważyła, że ciemna sylwetka zbliża się coraz bliżej. Przylgnęła plecami do ściany i zaczęła się przesuwać w bok. Niespodziewanie poczuła pod plecami jakiś zimny, długi przedmiot. Dostała olśnienia.

- Klamka!

- Nigdzie nie idziesz!! – warknął chłopak. Nic nie odpowiedziała. Teraz albo nigdy. Nie tracąc czasu przekręciła klamkę i wybiegła z pokoju.

***

Alex wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Wziął siostrę za rękę i powoli zaczął iść ciemnym korytarzem. Przez myśl przeleciało mu, że nie powinien zostawiać rodzeństwa samego. Jednak uznał, że jeśli wcześniej się nie pozabijali to i tym razem nic się nie stanie. Dopiero później miał się przekonać, że jego myślenie było błędne.

Na schodach dla bezpieczeństwa wziął Kari na ręce. Wolał mieć pewność, że się nie potknie i spadnie. Gdy stanął na ostatnim stopniu postawił siostrę na ziemię i ostrożnie prowadząc wszedł do kuchni. Przez całą drogę, żadne z nich się nie odzywało. Dziewczynka kurczowo trzymała się ręki brata. Natomiast chłopak nie miał ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Taki już był.

Tak jak przypuszczał w kuchni siedzieli wszyscy dorośli. Siedzieli? Ojciec chłopaka krzątał się po pomieszczenie w poszukiwaniu świeczek lub innego źródła światła.

- Gdzie to jest. Dałbym głowę, że ostatnio je tu wkładałem – mówił grzebiąc w szafce pod zlewem.

- Świeczki są w szufladzie. Latarki przy korkach – powiedział chłopak zatrzymując się w drzwiach. Ogarnęło go dziwne przeczucie. Bynajmniej nie było to dobre przeczucie. Miał nieodparte wrażenie że coś się stanie.

- Tatusiu!! Dlaczego jest tak ciemno? Ja się boję – pisnęła dziewczynka, puszczając rękę brata i biegnąc po omacku do ojca.

- Całe miasto nie ma prądu. To pewnie przez ten deszcz. Coś musiało stać się z transformatorem. Mam – dokładnie jak mówił syn, świeczki znalazł w szufladzie. Zapalił kilka i porozstawiał je po pomieszczeniu w którym się znajdowali.

- A gdzie Kamil? – Milena spojrzała zaniepokojona na chłopaka. Alex nie miał wątpliwości, że kobieta faworyzowała jego największego wroga. Zastanawiał się jakie ma stosunki z dziewczyną.

- Zostali w moim pokoju.

Henry drgnął. Miał nadzieję, że nie zrobią nic głupiego. Jednak ciężko było od nich oczekiwać czegoś takiego. Znał ich i wiedział, że wykorzystają każdą okazję by sobie dopiec.

- Alex mógłbyś przynieść latarki? Te świeczki nie będą palić się wiecznie. A nie wiadomo na jak długo nie będzie prądu – powiedział podając synowi jedną ze świeczek. Chłopak tylko skinął głową, po czym wyszedł bez słowa z kuchni.

Zawsze tak robił, gdy nie miał ochoty na rozmowę. Było to swego rodzaju niemym potwierdzeniem.

Alex przy nikłym świetle świeczki szedł do garażu, gdzie znajdowały się korki, a także latarki. Musiał stwierdzić, że świeczka która miała mu służyć za źródło światła wcale się nie sprawdzała. Zamiast oświetlać drogę, oślepiała go, przez co musiał zwolnić. Dodatkowo przy gwałtowniejszym ruchu gorący wosk ściekał mu na rękę. Zdecydowanie mu się to nie podobało. Jednak z braku innych rozwiązań brną wytrwale przed siebie. Odetchnął z ulgą gdy doszedł do garażu. Tam bez problemu znalazł to czego szukał. Latarki, tak jak przypuszczał stały przy korkach. Wziął wszystkie trzy. Dwie wsadził do obszernych kieszeni spodni, a jedną zastąpił świeczkę. Droga powrotna nie sprawiała mu już żadnego problemu. Przechodził przez przedpokój. Do kuchni dzieliło go już zaledwie kilka metrów, gdy usłyszał odgłos tłuczonego szkła, a zaraz potem krzyk.

- Wendy! – szepnął.

Nie namyślając się ani chwili ruszył w kierunku swojego pokoju. Biegł ile sił w nogach. Choć było ciemno, przeskakiwał po dwa stopnie. Mknął jak jeszcze nigdy w życiu. A jednak złe przeczucia go nie myliły. Przeklinał się w duchu, że je zignorował. Nie wybaczyłby sobie gdyby Wendy coś się stało. Nie wiedział jak pokonał schody i korytarz dzielący go od jego pokoju. Robił to jak w transie. Już sięgał klamki, gdy drzwi z rozmachem się otworzyły. Nie zdążył zareagować. Poczuł, że coś na niego wpada. Chwilę później leżał na ziemi. Latarka potoczyła się po ziemi. Na sobie poczuł lekki ciężar. Z pewnością nie mógłby to być Kamil.

- Wendy? – szepnął. Słyszał jej przyśpieszony, urywany oddech. Na szyi poczuł kropelki jakiejś cieczy. Łzy?

- A...Alex? – wysapała zaskoczona. Cieszyła się, że wrócił. Miała nieodpartą ochotę przytulić się do niego. Już zamierzała to zrobić, gdy otrząsnęła się. Z przerażeniem poderwała się na równe nogi. Co się z nią działo?

- Wszystko w porządku? – zapytał wstając.

- Załóżmy, że mogło być gorzej – mruknęła. Podniósł z ziemi latarkę i zaświecił nią na dziewczynę. Nie wyglądała najlepiej. Potargane włosy, krew ciurkiem płynąca z nosa, drobne ranki na rękach, porwana po szwie koszulka.

- Co on ci... – nie dokończył. Z pokoju wybiegł Kamil. Rozejrzał się, a gdy tylko ujrzał oświetloną sylwetkę siostry uśmiechnął się jak szaleniec i ruszył w jej kierunku.

Dziewczyna jęknęła i wzięła nogi za pas. W pewnym momencie coś wpadło jej do głowy.

- Alex!! Wyłącz latarkę! – krzyknęła odwracając się za siebie.

- Co? – zdziwił się.

- Wyłącz to cholerną latarkę!!

Nie wiedział co miała na celu, jednak wykonał polecenie blondynki. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z jednego. Cały czas zachowywał bierną postawę. Nie robił kompletnie nic. Jak ostatni kretyn przyglądał się całej sytuacji z boku, czekając na rozwój zdarzeń. Nie interweniował. Jego spokojna natura powstrzymywała go od jakichkolwiek działań. Czas było to przerwać. Zbyt długo nic nie robił. Przyglądał się poczynaniom innych i usuwał się w cień. Nadeszła pory by działać. Najgorsza była jednak ta niewiedza. No dobrze. Postanowił zareagować. Jednak co ma zrobić? Jak ma zatrzymać chłopaka starszego o dwa lata? Odpowiedz była bardzo prosta. Wręcz oczywista, jednak człowiek w trudnych chwilach nie myśli logicznie. Tak samo działo się z Alexem. Zrobił pierwsze co przyszło mu do głowy. Zaczął biec. Po omacku starał się dogonić chłopaka i powstrzymać od zrobienia dziewczynie kolejnej krzywdy.

- Gdzie jesteś mała wariatko!! – krzyknął zdyszany Kamil, przenikliwe wpatrując się w ciemność – Znowu tchórzysz?

Odpowiedziała mu cisza. Wendy niebyła taka głupia. Postanowiła nie popełniać drugi raz tego samego błędu. Nie da się sprowokować i jakby jej nie wyzywał, postanowiła siedzieć cicho.

- No dalej odezwij się, cykorze! Co znowu uciekamy? Boisz się stanąć ze mną twarzą w twarz? Cała ty! – krzyczał Kamil, obracając się i nasłuchując najmniejszych szelestów.

By maksymalnie zniwelować jakiekolwiek wydawane dźwięki, blondynka zdjęła buty i podpierając się lewą ręką ściany zaczęła biec przed siebie. Widziała, że długo nie wytrzyma zaczepek brata i w końcu zareaguje. Była niczym uśpiony wulkan, w każdej chwili mogła wybuchnąć. Chciała się znaleźć w bezpiecznym miejscu z dala od siedemnastolatka. A za takie miejsce uznała łazienkę, która znajdowała się na końcu korytarza.

- Wyłaś i się nie chowaj. Zaczynasz mi działać na nerwy!! Skończmy to co zaczęliśmy!

- Czego ty właściwie od niej chcesz?

Dziewczyna słysząc dźwięczny, spokojny głos aż przystanęła na moment. Nie spodziewała się z jego strony jakiekolwiek reakcji. Spotkało ją miłe zaskoczenie. Czyżby jemu, nie był obojętny jej los?

- A co cię to?! Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy!! No dalej wyłaź szkarado!! Bo będę zmuszony przetrzepać skórę twojemu księciu!! – krzyknął w ciemność.

Odpowiedziała mu tylko cisza. Piętnastolatka zacisnęła zęby, żeby nie odkrzyknąć czegoś hamskiego. Ręce trzęsły jej się ze złości. Dosłownie wmurowało ją. „Jej książę?” – myślała – „jak on śmiał!!”. To przekraczało jej wszelkie pojęcie. To nie mieściło się jej w głowie. Cała kipiała ze złości. Miała ochotę krzyczeć. Wykrzyczeć całemu światu jej złość. Niewyobrażalną wściekłość. Nie wiedziała czemu tak się czuła. Może chodziło tu o sam fakt, że nazwała Morlena jej księciem. A może, bała się że mógłby mu coś zrobić? Nie wiedziała. Jednak fakt pozostawał faktem. Gdyby miała coś pod rękę, z pewnością skończyłoby to swój żywot na najbliższej ścianie.

- Zostaw ją w spokoju. Nie rozumiesz co do ciebie mówię?! – powiedział Alex nadal idąc przed siebie. Nie włączał latarki, tak jak prosiła go dziewczyna, jednak czuł, że gdzieś w pobliżu czai się jego przeciwnik. Wytężył wzrok wpatrując się w ciemność i nagle przystanął. W oddali zobaczył dwa błękitne punkciki unoszące się na wysokości oczu człowieka. Wytrzeszczył zdumiony oczy. Był tak zaskoczony, że nie był w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Dopiero po chwili, gdy minął pierwszy szok, zamrugał gwałtownie oczami i sięgnął po latarkę. Włączył ją, a strumień światła skierował w głąb korytarza. Jednak nic tam nie było, poza Kamilem który rad z oświetlenia, zaczął bacznie rozglądać się po korytarzu.

takjestziom : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
303112345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930123

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

mati-mdc | brunia | sisonoio | gunit50 | a13paszczak | Mailing